Siewierz na przestrzeni dziejów miał dość niezwykłą i bogatą historię. Przez wiele stuleci miasto to pozostawało stolicą Księstwa Siewierskiego, które w pewnym okresie swego istnienia było nieomal niepodległym państwem.

Ruiny zamku w Siewierzu – pełnił on niegdyś rolę letniej rezydencji biskupów krakowskich.

W historii księstwa wyraźnie rysują się trzy okresy. Dla uproszczenia można nawet powiedzieć, iż istniały trzy księstwa siewierskie: pierwsze było śląskie, drugie – biskupów krakowskich, a trzecie – “napoleońskie”.

Księstwo śląskie
U początków swego istnienia Siewierz podlegał kasztelanii bytomskiej, która znajdowała się w granicach Ziemi Krakowskiej. W 1179 roku Kazimierz Sprawiedliwy podarował kasztelanię bytomską Mieszkowi Plątonogiemu (również oświęcimską) i tym samym Siewierz administracyjnie z Małopolski trafił na Śląsk, gdzie pozostał przez następne 264 lata. W 1337 r. miasto nabył Kazimierz Cieszyński, który zaczął odtąd tytułować się panem ziemi siewierskiej. Po raz pierwszy zwrotu “księstwo siewierskie” użyto klika lat później – w 1341 roku.

Księstwo biskupie
W 1443 r. Siewierz wraz z przyległościami został kupiony przez biskupa krakowskiego Zbigniewa Oleśnickiego. Od tego momentu aż do roku 1790 ziemie te pozostawały we władaniu biskupów, którzy nosili jednocześnie tytuł książąt siewierskich. Na podstawie ustaw z 1790 r. i 1791 r. Księstwo zostało formalnie włączone do Korony jako osobna jednostka terytorialna województwa krakowskiego.

Księstwo napoleońskie
W 1807 r. Napoleon Bonaparte restytuował Księstwo Siewierskie i oddał je swemu marszałkowi Jean Lannes, księciu Montebello. Wchodziło ono w skład utworzonego w tym samym czasie (formalnie nawet nieznacznie później) Księstwa Warszawskiego, ale nie przetrwało długo ze względu na klęskę Napoleona. Ostatecznie w 1815 roku podczas Kongresu Wiedeńskiego zadecydowano o utworzeniu Królestwa Polskiego (zabór rosyjski), do którego trafił m.in. Siewierz wraz z okolicznymi ziemiami.

Ducatus Severiensis 1443-1790

imagesKsięstwo Siewierskie swój rozkwit i znaczenie zawdzięcza biskupom krakowskim, którzy wykupili je od księcia cieszyńskiego Wacława I za sumę “6 tys. grzywien szerokich groszy czeskich”. Jego obszar wynosił 607 km2 i obejmował miasta: Siewierz, Czeladź oraz Koziegłowy, a także wioski: Gołuchowice, Łagisza, Wojkowice Komorne, Rzeniszów, Nowa Wieś, Strzyżowice, Sączów, Myszkowice, Tąpkowice, Wojkowice Kościelne, Dąbie, Rogoźnik, Twardowice, Sadowie, Winowno, Będusz, Żelisławice, Bobrowniki, Cynków, Chruszczobród, Grodziec i Ożarowice.

Ks. Siewierskie z okresu biskupiego było niemalże samodzielnym państwem. Biskup miał tu władzę absolutną – posiadał własne wojsko, skarb, władzę ustawodawczą, sądowniczą, prawo miecza (karania przestępców śmiercią), prawo wyboru urzędników ziemskich, prawo nadawania szlachectwa etc..

O pełniej niepodległości nie można jednak mówić, gdyż księstwo korzystało z protektoratu Rzeczpospolitej. Hrabia Maurycy Dzieduszycki w swej książce poświęconej Zbigniewowi Oleśnickiemu pisał zresztą wprost, że intencją wykupu tych ziem przez biskupa była chęć przyłączenia ich na powrót do Polski. Kontakty między Koroną a Księstwem były na porządku dziennym. Znany jest przypadek, iż wojska biskupów przekroczyły granice Rzeczpospolitej i stłumiły powstanie Kostki Napierskiego na Podhalu. W czasie potopu szwedzkiego, mimo iż oficjalnie Siewierz pozostawał neutralny to jednak na zamku przebywały oddziały hetmana Stefana Czarnieckiego, co dało pretekst Szwedom do jego zajęcia. Na wszystkich mapach z tamtego okresu obszar Ducatus Severiensis przedstawiany jest jako część Rzeczpospolitej, choć czasami jest ono wyraźnie oznaczone jako odrębna jednostka administracyjna. Kres niezależności przyniosły ustawy Sejmu Wielkiego z 1790 roku inkorporujące państwo biskupie do Korony.

Z. Oleśnicki był pierwszym biskupem w Polsce z tytułem książęcym rzeczywistym. Biskupi krakowscy tytułu książęcego używali aż do czasów współczesnych (ostatnim był książę kardynał Adam Sapieha, zm. w 1951r.)

Terytorium dawnego Księstwa na obszarach współczesnych miast i gmin. Szeroka biała linia to granice powiatów Zagłębia Dąbrowskiego, ciemnym kolorem oznaczono obszar Śląska – w czasach księstwa znajdował się on w innym państwie.

Dawne Księstwo Siewierskie bardzo często terytorialnie utożsamiane jest z dzisiejszym Zagłębiem Dąbrowskim, ale nie do końca odpowiada to prawdzie. Historyczną stolicą ZD jest bowiem Będzin, który nigdy w skład KS nie wchodził. Przez cały okres swej przedrozbiorowej historii miasto to niezmiennie należało do Małopolski i województwa krakowskiego.

Na obszarach dzisiejszego Sosnowca i Będzina linię graniczną Ducatus Severiensis wyznaczała Czarna Przemsza. Śródmieście Sosnowca było więc jego częścią, ale zdecydowana większość obecnego terytorium miasta – nie. Odwrotnie rzecz się ma w przypadku Będzina, który pozostawał zawsze po stronie Korony, ale wiele z jego dzisiejszych dzielnic (Łagisza, Grodziec, Gzichów, Małobądz) to ziemie dawnego księstwa. W Dąbrowie linia graniczna przebiegała wzdłuż rzeki Trzebyczki, w skład KS wchodziły więc jedynie północne dzielnice obecnej DG: Sikorka, Ujejsce i Trzebiesławice. W Czeladzi granicę stanowiła natomiast Brynica – grunty po drugiej stronie rzeki, należące do mieszczan czeladzkich, zostały z czasem dołączone do miasta.

Tylko niewielki fragment obszaru obecnego Sosnowca był częścią dawnego Księstwa Siewierskiego.

Warto dodać, iż obszar KS w okresie biskupim był stały i nie zmieniał się. Obecnie zdarzają się jednak pomyłki i wliczanie do jego obszaru także dóbr biskupów krakowskich po stronie Korony czyli tzw. “klucza sławkowskiego”. Jest to błąd ponieważ Sławków nigdy częścią rzeczonego księstwa nie był (no chyba, że w okresie napoleońskim, ale tamto księstwo było już zupełnie czymś innym i tak naprawdę bardziej echem dawnych lat, a jego dokładne granice nie są znane..).

Mennica

Według niektórych opracowań, biskupi zarządzający księstwem mieli również posiadać mennicę w której aż do końca XVIII wieku bili własną monetę. Niestety w legendach tych jest jedynie ziarno prawdy. Otóż około roku 1800 ówczesny referendarz koronny i dziekan krakowski Michał Sołtyk, polecił wybić na cześć swojego stryja – biskupa krakowskiego Kajetana Sołtyka, specjalne, antydatowane dukaty siewierskie. Nie weszły one nigdy do oficjalnego obiegu, ale te z nich które się zachowały mają dziś dużą wartość kolekcjonerską.

Księstwo Siewierskie jak Księstwo Monaco?

Podobieństwa istnieją, ale różnice również. Ks. Siewierskie było bardziej podobne do współczesnej Andory niż do Monaco. Obszar Andory wynosi 468 km2 i jest to monarchia konstytucyjna w której funkcję głowy państwa pełnią współksiążęta: prezydent Francji i biskup Hiszpanii. Gdyby Księstwo Siewierskie przetrwało dłuższy czas i gdyby nie zawirowania polityczne w tej części Europy, to być może dziś miałoby status podobny do Andory.

_______
Aktualizacja: dokładna mapa Księstwa w dużej rozdzielczości @tutaj

Potrzebne jest okazałe, reprezentacyjne Śródmieście.

Polskie miasta są w większości szare i nijakie. O tym czy dane miasto jest uważane za ładne lub brzydkie, decyduje jego Śródmieście czyli ścisłe centrum. Myśląc o Krakowie pierwsze co się nasuwa to okazały Rynek z Sukiennicami, także Wawel i te miejsca sprawiają, że Kraków jest postrzegany jako atrakcyjne miasto z ciekawą architekturą. Blokowisk NH choć zajmują o wiele większą powierzchnię nikt nie bierze pod uwagę.

Sosnowiec powinien dążyć do przebudowy swojego Śródmieścia tak aby spełniało oczekiwania i ambicje mieszkańców. Niestety “modernizacja Centrum”, która jakiś czas temu się dokonała nie spełniła tych oczekiwań i nie poprawiła znacząco wizerunku S-ca. Wielkie wiaty przed przyjemną dla oka bryłą dworca które się po tejże “modernizacji” pojawiły wręcz szpecą a nie zdobią.

Obecne centrum Sosnowca ukształtowało się ok. 100 lat temu, a wszystko to co powstawało tam w okresie PRL-u zakłóciło tylko ład architektoniczny tego miejsca. 10-piętrowe bloki, Sezam, wyburzenie Domu Czterech Kupców i Savoya sprawiły, że obszar ten zatracił wiele ze swojego pierwotnego charakteru . W PRL-u budowano dużo i szybko ale za to byle jak i bez zwracania uwagi na estetykę. Co gorsza, atrakcyjne i zabytkowe budynki były często beztrosko niszczone. Dziś miasto ponosi tego konsekwencje ale samo narzekanie nie przyniesie poprawy, trzeba podjąć decyzję o przebudowie i uatrakcyjnieniu Sosnowca, nawet jakby miało to być zadanie na kilkadziesiąt lat.

Sosnowiec na starej widokówce – ulica 3 Maja – tych budynków już nie ma.

Wiele można (i trzeba) poprawić poprzez doraźne działania i remonty – samo odnowienie elewacji kamienic w Centrum bardzo by poprawiło jego wygląd. To zresztą od lat się stopniowo odbywa ale jeszcze sporo zostało do zrobienia. Mieszkańcy miasta doskonale wiedzą, że to co jest teraz to jeszcze nie to co być powinno. Na forum-sosnowiec.pl pojawił się cały rozbudowany wątek o rewitalizacji i uatrakcyjnieniu pewnych obszarów miasta, jednak może trzeba iść jeszcze krok dalej i zaplanować budowę jakiegoś kwartału wręcz od podstaw. Nie ma więc niech się pojawi – najpierw na deskach kreślarskich planistów
i architektów a później stopniowo byłoby to zrealizowane.

Nawyki z dawnych lat mówiące, że estetyka jest mało istotna powinny raz na zawsze zniknąć z mentalności decydentów. Obecni samorządowcy S-ca nie mają zresztą żadnej wizji rozwoju tegoż i to nie tylko w sferze poprawy jego wizerunku. To co robią to tylko administrowanie i trwanie na stołkach od kadencji do kadencji, a na zarzuty że niewiele się zmienia jest zawsze jedna odpowiedź – nie ma pieniędzy (a pomysły i chęci jakieś panowie radni macie?). Lepiej byłoby aby zarząd miasta miał wręcz nierealne pomysły na poprawę z których ostatecznie zrealizowano by 20% niż tak jak teraz nie ma żadnych i usprawiedliwia nicnierobienie stwierdzeniami, że “się nie da”.

Jeśli 30 lat temu można było budować ogromne osiedla, równać wielkie obszary spychaczami i tworzyć zupełnie od podstaw to niby dlaczego dziś nie można zrobić u nas Rynku z prawdziwego zdarzenia? Przecież to w porównaniu z tym co budowano dawniej skala wręcz mikro, wymagająca znacznie mniejszych nakładów. Podjąć decyzję, wyznaczyć miejsce, ogłosić konkurs, poddać projekty publicznej prezentacji i ocenie, a później stopniowo latami realizować. Na koniec w S-cu powstanie obszar który będzie się wszystkim z tym miastem kojarzył i będą to pozytywne skojarzenia a nie nijakie jak teraz. O tym, że wiele można zdziałać jeśli samorząd jest sprawny świadczy choćby przykład 30-tys. Lubonia: plany budowy nowego centrum miasta.

Bez nowoczesnych biurowców, komfortowych hoteli, centrów kongresowych etc. Sosnowiec stanie się przedmieściami sąsiednich, niezbyt zresztą atrakcyjnych Katowic.

Powinno się także przebudować ulicę 3 Maja (ale nie tylko ją) usuwając wszystko co bezwartościowe i zastępując ciekawymi projektami które wkomponują się w ten rejon. Najgorsze jednak co spotkało Sosnowiec to “przełamanie” śródmieścia przez bloki przy ulicy Piłsudskiego – gdyby nie one byłby spójny duży obszar z jednolitą zabudową (kamienice) i wystarczyłoby teraz tylko dobudować jakiś okazały plac z Rynkiem i stopniowo remontować poszczególne kwartały. City z nowoczesną architekturą, wyższymi budynkami (choć niekonieczne, Londyn ma na przykład raczej niską zabudowę) powinno zaś było powstać po drugiej stronie dworca, od strony ulicy Kilińskiego. Nikt o takich sprawach dawniej nie myślał i prawdopodobnie nadal nie myśli. Potrzebny jest długotrwały plan zagospodarowania przestrzeni miejskiej – taki na okres około 20-50 lat, aby była gwarancja, że miasto będzie się rozwijać w dobrym kierunku.

Ten temat jest krytycznym spojrzeniem na obecny stan ale aby nie było, że tylko krytykuję powiem, że mnie się Sosnowiec podoba także i teraz. Jest tu wiele ciekawych miejsc i można lubić to miasto. Swego czasu spotkałem Japończyków oglądających elewacje kamienic w Centrum i wyraźnie im się podobały (może myśleli, że są one 400-letnie?), znajoma z Mysłowic stwierdziła, że lubi przyjeżdżać do S-ca na zakupy bo do późna jest tam ruch na ulicach, w radio jakiś student który zawędrował tu aż z Wrocławia również mówił, że jest całkiem zadowolony, co nawet sprowokowało dziennikarkę do pytania: “naprawdę? w porównaniu z pięknym Wrocławiem?”. No ale mimo wszystko powiedzmy sobie wprost – Śródmieście wymaga dopracowania. W tej chwili nie ma jakiegoś wyrazistego, okazałego Centrum z którym miasto byłoby kojarzone i przez pryzmat którego byłoby postrzegane. Trzeba je stworzyć, a to co wartościowe teraz bardziej wyeksponować poprzez przebudowę pewnych fragmentów i usunięcie tego co psuje ład.

Krakowski Rynek, miejsce z którym każdemu kojarzy się to miasto i miejsce chętnie odwiedzane przez turystów.

Poprawa wyglądu i uatrakcyjnienie Śródmieścia (i szerzej miasta – bo dzielnice też powinny być sukcesywnie odnawiane) to nie tylko kwestia estetyki ale także wymierne korzyści finansowe dla Sosnowca. Turystyka to gałąź gospodarki która bardzo szybko się rozwija i na której wiele miast bardzo się bogaci. Jeśli obecny trend się utrzyma to w 2008 roku Kraków może odwiedzić ok. 10 mln. turystów, w tym wielu z zagranicy. Miasto to ma ok. 100 hoteli, wciąż powstają też nowe obiekty i infrastruktura nakierowana na obsługę coraz to większej liczby gości. A jak to jest u nas?

Sosnowiec, Katowice i inne pobliskie miasta na wielką ilość turystów zagranicznych nie mają na razie co liczyć i nie zanosi się aby w najbliższych latach coś się w tym względzie zmieniło na lepsze (jeśli w ogóle kiedyś). Jest za to coś takiego co można by nazwać “turystyką” w obrębie konurbacji. Osoba jadąca do Katowic z Zabrza czy Sosnowca i zostawiająca tam pieniądze (w kawiarniach, klubach, sklepach, kinach, zakładach usługowych etc.) jest takim właśnie “wewnętrznym turystą”, a jako że w obszarze tym mieszka ok. 2 mln. osób więc jest o co walczyć. Przyszła Silesia ma m.in. pomóc Katowicom w wykreowaniu się jako Supercentrum, ściągnięciu tam inwestycji i ożywieniu tegoż miasta kosztem rozwoju miast okolicznych. Ludzie zawsze pójdą tam gdzie jest coś atrakcyjnego, nawet jeśli jest to dalej. Osoby przybywające z zagranicy (business) również wybiorą dobrej klasy hotele, restauracje i obiekty rozrywki od podrzędnych w nieciekawych miejscach.

Dlatego ciągłe mówienie o współpracy z Katowicami, współdziałaniu, partnerskim rozwoju itp. w jakich to sloganach wręcz specjalizują się sosnowieccy politycy, to zwykła naiwność z ich strony gdyż tu od lat trwa raczej konkurencja o środki i zasoby wewnętrzne konurbacji a nie żadna współpraca. Jeśli w Sosnowcu powstanie dobrej klasy hotel to zabierze klientów katowickim hotelom, podobnie w przypadku wielu innych inwestycji. Z punktu widzenia interesów Katowic najlepiej więc byłoby gdyby w Sosnowcu były jedynie blokowiska – sypialnie, natomiast wszystko inne w tym również zakłady pracy powinny powstawać głównie w K-cach. Kiedy samorządowcy Sosnowca to pojmą? Obecnie wszystko zmierza do tego aby miasto to stało się dzielnicą Katowic jeśli nie oficjalnie to chociaż gospodarczo i ekonomicznie. Decyzje co do tego już zapadły, wystarczy poczytać artykuły w lokalnym dodatku GW gdzie rozpolitykowani śląscy dziennikarze snują wizje i agitują za Silesią, a jednocześnie w tymże dodatku pojawiają się prawie wyłącznie artykuły i projekty przebudowy Katowic ( Katowice to, Katowice tamto….. ). Inne miasta zupełnie nie leżą w sferze zainteresowań i troski “śląskiej” Wyborczej – bardzo symptomatyczne i dające do myślenia.

Pałac Schöna – dziś już mało się buduje w takim stylu ale miasto powinno wymuszać na inwestorach aby obiekty które chcą realizować spełniały wysokie normy w sensie estetyki wyglądu.

Problem uatrakcyjnienia Śródmieścia nie jest problemem charakterystycznym dla Sosnowca. Praktycznie większość polskich miast ma w tym obszarze wiele do poprawy, ale ze względu na wielkość miasta, wypadałoby aby w S-cu działania te były szczególnie intensywne. Również Dąbrowa powinna mieć śródmieście z prawdziwego zdarzenia. Dąbrowa jest miastem bardzo dużym obszarowo, z zielonymi dzielnicami, jeziorami i przez to ma spory potencjał. Centrum miasta jednak pozostawia wiele do życzenia i wyraźnie widać, że samorządowcy Dąbrowy podobnie jak ci z Sosnowca zupełnie nie mają pomysłu “na miasto”. W DG jeszcze nie tak dawno przy głównych ulicach było sporo przestrzeni i wolnych miejsc, niestety sprzedawano działki każdemu chętnemu i przy głównych drogach powstały stacje benzynowe(!), jakieś tanie pawilony, budki ze szkła i aluminium…ogólnie chaos połączony z brakiem troski o estetykę. Kuriozum było usytuowanie Urzędu Miejskiego przy ulicy Granicznej – przecież UM mógłby się przyczyniać do ożywienia okolicznych ulic, powinny obok być sklepy i rozmaite obiekty usługowe, tymczasem Urząd powstał “w polach”.

Atrakcyjne miasta mają zwykle szerokie ulice, dużo zieleni (w tym drzew iglastych które szybko rosną i są bardzo ozdobne), okazałe budowle w jasnych przyjemnych kolorach, przestronne place, a nowoczesna architektura dobrze się w nich komponuje ze starszymi dzielnicami tworząc spójny obszar w którym wygodnie się mieszka. W takim kierunku powinien iść rozwój miast regionu dąbrowskiego. Ciasna zabudowa z byle jakimi projektami to cecha slumsów i ubogich miast trzeciego świata, gdzie estetyka przegrywa z biedą.

Silesia na pewno powstanie. Jest taka wola polityczna i oczekiwanie społeczne na Śląsku, jest też poparcie w parlamencie dla ustawy metropolitalnej. Sprawa jest więc w zasadzie przesądzona.

Do przyszłej “Silesii” wejdą również miasta regionu dąbrowskiego, ale na nieco innych zasadach niż miasta śląskie. Wynika to z faktu, że jest to region o odmiennej historii i tradycjach. Co czeka miasta zagłębiowskie po wstąpieniu do “miasta Śląsk” można bez trudu przewidzieć już dziś, bowiem będzie to tylko zaostrzenie procesów, które od dawna są tu odczuwalne.

  1. Marginalizacja – Sosnowiec i Dąbrowa zostaną już oficjalnie sprowadzone do roli zaplecza Katowic czyli dzielnic które nie powinny mieć za wielkich planów i ambicji.
  2. Ześlązaczenie – “Kto zapomina o własnej przeszłości ten nie ma przed sobą żadnej przyszłości ” – tej mądrej sentencji zapewne politycy zagłębiowscy nigdy nie słyszeli. Przystąpienie miast Zagłębia do “Silesii” spowoduje zatracenie resztek tożsamości regionalnej i ostateczne zdeptanie lokalnego patriotyzmu jaki tu występuje. W dłuższej perspektywie odbije się to bardzo negatywnie na rozwoju tego skrawka Polski. Miasta zagłębiowskie to nawet nie będą dzielnice z tradycjami, to będą dzielnice – hotele robotnicze.
  3. Dyskryminacja – nasili się sekowanie miast zagłębiowskich ze strony Ślązaków, którzy nie są temu regionowi przychylni. Politycy to zazwyczaj ludzie, którzy parają się tą profesją albo dla pieniędzy (bezideowi) albo są pasjonatami. Wśród pasjonatów jest zaś sporo nawiedzonych czyli mówiąc wprost – oszołomów. Wyraźnie widać, że ktoś bardzo pilnuje aby wszystko w tym województwie nosiło nazwę “śląski” lub “górnośląski” i aby inwestycje lokowane były po “słusznej” stronie Brynicy. Nawiedzonych Ślązaków jest więc w strukturach władzy tego województwa już dziś całkiem sporo, a z czasem będzie ich jeszcze więcej, bo z natury swej ludzie tacy mają skłonność do promowania podobnie myślących.

Fabryka Opla – dzięki śląskiemu  lobbingowi w ostatniej chwili inwestycja trafiła do Gliwic, zamiast do niemal pewnej już lokalizacji w Dąbrowie. .

Dyskryminacja miast regionu dąbrowskiego wcale nie musi też wynikać li tylko z jakiejś szczególnej niechęci do Zagłębia. Nie popadajmy z tym w zbytnią przesadę. Bardzo często jest ona skutkiem zwykłych sympatii Ślązaków do tego co własne. “Bliższa koszula ciału” – mając wpływ na jakąś decyzję i wybór czy wspomóc miasto zagłębiowskie czy śląskie, wspierają po prostu to śląskie. Dzięki temu mechanizmowi jedna strona stale się rozwija, a druga stopniowo zamienia w skansen. Wizje w których region dąbrowski staje się zapleczem, sypialnią i śmietnikiem Silesii mają więc duże szanse, aby się ziścić.

Czy Zagłębie Dąbrowskie jest skazane na Silesię?

Oczywiście, że nie. To mit rozpowszechniany przez media i polityków, który nie ma nic wspólnego z prawdą. Zagłębie Dąbrowskie to zachodnia Małopolska i fakt ten daje całkiem spore pole manewru. Na dzień dzisiejszy politycy zagłębiowscy zupełnie tego nie wykorzystują, a wręcz przeciwnie – starają się bez względu na koszty zacieśniać współpracę z Górnym Śląskiem. Dlaczego tak postępują? Z głupoty, z konformizmu, dla stanowisk, ponieważ pomysły na region czerpią z katowickiej Gazety Wyborczej… Alternatywą dla “Silesii” jest włączenie miast Zagłębia do woj. małopolskiego, co na tym blogu jest konsekwentnie postulowane. Przejście do Małopolski spowoduje osłabienie odpływu inwestycji z Sosnowca na rzecz Katowic, natomiast dwa pozostałe punkty, które zostały wymienione jako negatywne skutki dla Zagłębia z przystąpienia do “Silesii” (ześlązaczenie i dyskryminacja) zostałyby całkowicie wyeliminowane. Wreszcie byłoby tu normalnie.

Ze współpracy z Krakowem miasta ZD mogą odnieść spore korzyści, odwrotnie niż ze współpracy z Katowicami, która przynosi głównie straty. Zyski byłyby zarówno natury gospodarczej jak i politycznej. Sam prestiż z przynależności do Małopolski jest również znacznie większy niż z przynależności do Śląska. Nie rezygnując z tego co za rzeką (bo nie o to chodzi aby się obrażać i odgradzać murem), region dąbrowski dostałby wsparcie rozmaitych instytucji woj. małopolskiego. Czyż nie lepiej mieć u siebie filie Uniwersytetu Jagiellońskiego i UŚ-u niż być skazanym wyłącznie na ten drugi? A to tylko jeden z przykładów…Niestety decydenci z zagłębiowskiej strony Brynicy wolą tych faktów nie dostrzegać, a ci bardziej “patriotyczni” uważają, że lepiej w nieskończoność wykłócać się ze Ślązakami o każdy ochłap i tkwić w tym chorym związku na wieki niż podjąć decyzję o rozstaniu. Na chwilę obecną całkowicie rezygnujemy z dobrodziejstw bycia Małopolską, godząc się na rolę Ślązaków II kategorii. Dla jakiej idei samorządowcy z ZD tak postępują? Przypomina to syndrom żony alkoholika, która choć bita i ośmieszana to jednak nie odejdzie “bo nie wypada”. Mamy więc nadal przekreślać własną historię, wyrzekać się ambicji gospodarczych i potulnie tolerować śląskie szowinizmy, a wszystko po to by Katowicom żyło się lepiej. Zagłębiu Dąbrowskiemu NIE gratulujemy polityków.
_______

Jak to się robi w normalnych miastach w których radni nie boją się prowadzić
otwartych dyskusji i walczyć o swoje, pod linkiem:
Mielec chce do Małopolski

Katowice, 300-tysięczne szare miasto o zdecydowanie prowincjonalnym charakterze. Życie zamiera tu po godzinie 18.00, plac obok domu handlowego imitujący rynek, sporo pijaczków, ogólnie dość posępna miejscowość. Nie ma turystów, nie ma życia nocnego, nie ma nawet życia studenckiego. Są za to wielkie ambicje lokalnych polityków. To oni wymyślili “Silesię” – ma to być lekarstwo na ożywienie Katowic.

Kto zyska kto straci

Duże miasta zbudowane są zawsze według podobnego schematu – jest Centrum i są obrzeża zwane niekiedy przedmieściami. Centrum przyciąga wszelkie inwestycje, jest miejscem reprezentacyjnym i siedzibą władz, a przedmieścia poprawiają statystyki w liczbie mieszkańców, dostarczają potrzebnych terenów i płacą składki do wspólnego budżetu. Jaka jest rola przedmieść widać na przykładach tych niegdyś samodzielnych miast, które zostały włączone do większego organizmu: w Dąbrowie Górniczej – Strzemieszyce i Ząbkowice, w Sosnowcu – Niwka i Klimontów, w Katowicach – Szopienice i Dąbrówka. W dzielnicach tych czas zatrzymał się w miejscu i niewiele tam zmian na lepsze przez ostatnie dziesięciolecia. Po utworzeniu Silesii będzie jedno Centrum czyli dzisiejsze Katowice i cała reszta, która uzyska status peryferii z wszelkimi tego konsekwencjami.

“Duży może więcej”

To jedno z haseł którym pomysłodawcy Silesii karmią opinię publiczną. Przykład dwóch największych polskich miast pokazuje, że nie do końca się ono potwierdza. Jaka jest Łódź każdy zapewne wie, nawet mieszkańcy związani emocjonalnie z tym miastem mówią, że jest ono niezbyt atrakcyjne. W Łodzi nie ma za wielu turystów, nie ma pięknych budowli i reprezentacyjnych placów. Miasto to przypomina śląskie miasta, a więc wielkość (750 tys.) nie przełożyła się tu na bogactwo i ogólny korzystny wizerunek. Przykład Warszawy wbrew pozorom również nie jest jednoznacznie zachęcający. Nawet w samym Śródmieściu trafiają się bardzo zaniedbane skwery, a jest to ta część miasta która zdecydowanie wyróżnia się zamożnością. Są też dzielnice, zwłaszcza te zabytkowe, które pilnie potrzebują nakładów na remonty. Warszawa jest w o tyle dobrej sytuacji, że korzysta z dobrodziejstw bycia stolicą państwa, co wybitnie pobudza rozwój gospodarczy, kulturalny i wszelakie inwestycje. Gdyby nie to, zapewne wiele z jej obecnej metropolitalności szybko by zniknęło, a prawdopodobnie nigdy tam nawet nie zaistniało. Wa-wa do tej pory nie dorobiła się wyrazistego, reprezentacyjnego Centrum (czego jej oczywiście życzymy) co pokazuje, że wielkie miasta też nie cierpią na nadmiar pieniędzy i mają sporo potrzeb, na których realizację po prostu nie ma środków. Jeśli w bogatej Warszawie nie ma pod dostatkiem na wszystko pieniędzy, to tym bardziej nie będzie ich w mającym ogromne zapóźnienia GOP-ie. A na pewno środki te nie pojawią się li tylko dzięki nowemu zorganizowanie granic administracyjnych (choć poprzez ten fakt pojawi się nowy, wspólny, większy budżet – pytanie kto i jak będzie nim dzielił). Oczywiście “duże Katowice” na pewno będą “mogły więcej” ale nie oznacza to, że skorzystają też peryferia.

Przykład Warszawy i Łodzi został przywołany po to aby ostudzić entuzjazm niektórych otumanionych przez media samorządowców. Czeladź wręcz domaga się włączenia do przyszłej metropolii argumentując to wielkimi zyskami, które czekają na to miasto po przystąpieniu do “Silesii” i marazmem jaki je spotka jeśli znajdzie się poza nią. Skąd mają płynąć te ogromne pieniądze dla każdego zakątka 1,9 mln. aglomeracji tego nie wie nikt. Czyżby samorządowcy w Czeladzi nie umieli samodzielnie myśleć i liczyć ? Katowice nic nie dadzą ich miastu, bo same mają wielkie zapóźnienia. Katowice nie mają żeby dać nawet swoim obecnym dzielnicom (Szopienice, Załęże, Murcki…). Przykład tego jak dzielone są środki w województwie śląskim (m.in. dotacje z UE) powinien stanowić dodatkowe ostrzeżenie dla entuzjastów Nowych Katowic.

Na co liczą Katowice

Miasto to niezmiennie od lat pozostaje stolicą województwa korzystając z profitów które się z tym wiążą, a mimo to jest zaniedbane i daleko mu do prawdziwie wielkomiejskich metropolii. Desperacką próbą wyrwania Katowic z marazmu i pobudzenia jego rozwoju ma więc być utworzenie “Silesii”. To czego Katowice nie zdołały osiągnąć w sposób naturalny ze względu na ich słaby potencjał (a do czego zawsze aspirowały) – to uzyskają w drodze politycznych decyzji o zjednoczeniu. Staną się oficjalnie już mianowanym Śródmieściem, zaś cała reszta miast aglomeracji sprowadzona zostanie do roli dzielnic satelickich. Wszelakie inwestycje o które Katowice zawsze były bardzo zazdrosne mają więc z założenia w jeszcze większym stopniu płynąć do tego miasta – przyczyniając się do jego rozkwitu, a przedmieścia mają się cieszyć, że okolice Spodka są coraz bogatsze.

“Silesia” a region – nie będzie żadnych korzyści?

Na pewno powołanie Silesii pomoże Katowicom – one nie mają nic do stracenia, a mogą wyłącznie na tym zyskać. Staną się de facto dwumilionowy miastem i jednocześnie pozbędą się konkurencji ze strony sąsiednich, obecnie niewiele mniejszych ośrodków. Natomiast wszyscy inni albo stracą albo nie odczują żadnych zmian. Z perspektywy niezbyt dużych śląskich miast np. 70-tys. Mysłowic, straty z przystąpienia do Silesii mogą być niewielkie, gdyż tam i tak niewiele się dzieje (ale zależy to w dużej mierze od sprawności danego samorządu, a utworzenie Silesii trwale pozbawi te miasta szans na rozwinięcie skrzydeł). Generalnie im większe i bardziej aktywne miasto tym większe koszty w postaci stłumienia inicjatyw i odpływu rozmaitych dóbr do Centrum. Z miast śląskich najbardziej stracą więc Gliwice, z miast zagłębiowskich – Sosnowiec.

Z perspektywy aglomeracji jako regionu takie zjednoczenie może jednak przynieść pewne korzyści, szczególnie w dłuższej perspektywie. Centrum zostanie wzmocnione, ludzie po pewnym czasie zaczną utożsamiać się z Katowicami jako ze swoim “Śródmieściem”, będą dumni że mieszkają w 1,9 mln. mieście i będą się cieszyć z nazwy “Silesia” (na pewnym forum ludzie wyrażali entuzjazm dla Silesii “bo nazwa jest fajna”). Jest to więc jakieś lekarstwo na kompleksy nie tylko dla politycznych “elit”, ale też dla zwykłych mieszkańców tego regionu. Decyzja o połączeniu jest mniej gospodarcza (w odniesieniu do całego GOP-u) jak próbuje się ją uzasadniać, a bardziej polityczna i wynikająca z chęci wzmocnienia stolicy regionu. Jeśli zostanie podjęta to na szybką poprawę, a tym bardziej cuda nie powinno się jednak liczyć (przecież jakościowo i ilościowo pozostanie bez zmian, zostanie to tylko inaczej ułożone – scentralizowane).

Metropolia to jedynie początek

Na początku ma to być tylko metropolia, ale politycy i dziennikarze mówią wprost – chcemy budować jedno miasto. Metropolia będzie więc wstępem który oswoi ludzi z nazwą i przełamie ewentualne protesty. Szczególnie te po sosnowieckiej stronie Brynicy. Będzie jak z województwem “śląskim” – początkowo ludzie w Sosnowcu byli zniesmaczeni, że robi się z nich Hanysów, ale po pewnym czasie pogodzili się z losem i przyzwyczaili do nowej nazwy. Metropolia spełni też inną rolę, budowanie bowiem miasta na zasadach które zazwyczaj obowiązują, nie powiodłoby się tutaj. Nawet mieszkańcy Chorzowa czy Mysłowic, jakby zorganizować im referenda z pytaniem: “czy chcesz włączenia swojego miasta do Katowic”, odpowiedzieliby zapewne negatywnie. Silesia pozornie jest jednak czymś innym niż Katowice złożone z kilkunastu nowych dzielnic, nie wzbudzi więc takiego oporu.

Samorządowcy są “za”

Samorządowcy z poszczególnych miast są za powstaniem Silesii ponieważ nic na tym nie stracą, wszelkie posady w przypadku powołania jednego organizmu miejskiego zostaną zachowane, a nawet ich przybędzie. W Warszawie funkcjonują rady dzielnic (wybierane w wyborach bezpośrednich) np. Rada Dzielnicy Mokotów, które z kolei wybierają swoje własne zarządy. Analogicznie będzie w przyszłej Silesii (mieście). Na obecnych urzędach miejskich pojawią się więc tylko nowe tabliczki, miejsca pracy zostaną zachowane, a nawet ich ilość znacząco wzrośnie. Jak spojrzeć na kuriozalny ustrój Warszawy to widać wyraźnie, że administracja jest tam wyjątkowo rozbudowana. W przyszłym mieście “Śląsk” będzie identycznie więc samorządowcy na pewno polubią to nowe miasto (a wcześniej Metropolię w której też będzie sporo nowych stołków do obsadzenia).

Czy oznacza to, że wszyscy oni są wyłącznie nastawieni na osobiste zyski ze swej działalności i nie ma wśród nich żadnych lokalnych patriotów, myślących kategoriami korzyści dla swoich obecnych miast? Zapewne są i tacy, ale oni również ulegają wpływom mediów (przecież ma być tak pięknie). Na Górnym Śląsku jest też silnie rozwinięta identyfikacja z całym regionem, a nie tylko z poszczególnymi miastami, co także przekłada się na poparcie dla “Silesii”. Dystans między takimi ośrodkami jak Wrocław, Gdańsk i Kraków a Katowicami jest coraz bardziej widoczny, a jako że innych pomysłów na region nie ma więc politycy uczepili się Metropolii jako ostatniej deski ratunku dla Śląska. Samorządowcy liczą też naiwnie, że 300-tysięczne Katowice nie zdołają zdominować całej aglomeracji i będzie to “miasto Śląsk” w którym wszyscy będą sprawiedliwie traktowani.

Powiat Będziński i Powiat Olkuski w czasach Królestwa Polskiego czyli historczne Zagłębie Dąbrowskie

Kalendarium powiatu będzińskiego

1867 – W Królestwie Polskim dokonała się reforma administracyjna w wyniku której utworzono 10 guberni i 84 powiaty – wśród nich Powiat Będziński, który został wydzielony z części powiatu olkuskiego. Nowo utworzony powiat był częścią Guberni Piotrkowskiej, a jego obszar wynosił 1366,5 km2.
1889 – Przyłączenie do powiatu będzińskiego Zawiercia Małego, po korekcie obszar powiatu wzrósł do 1390 km2, a jego liczba ludności wynosiła ok. 80 tysięcy.
1916 – Nadanie praw miejskich Dąbrowie Górniczej i utworzenie powiatu dąbrowskiego (oprócz Dąbrowy w jego skład weszły gminy: Choroń, Gołonóg, Kromołów, Łosień, Niegowa, Strzemieszyce).
1919 – Utworzenie powiatu będzińsko-dąbrowskiego czyli de facto połączenie dwóch sąsiednich powiatów. Powiat ten wszedł w skał województwa kieleckiego (2 sierpnia 1919r. a więc tuż po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, utworzono na terenie byłego Królestwa Polskiego pięć województw, w tym kieleckie, składające się z 16 powiatów).
1923 – Powrót do pierwotnej nazwy czyli powiat będzińsko-dąbrowski zmienia nazwę na “będziński”. Jego powierzchnia wynosiła wówczas ok. 1426 km2, a liczba mieszkańców dochodziła do niemal 400 tysięcy.

Powiat Będziński i okoliczne ziemie w 1935 roku.

1927 – Utworzenie powiatu zawierciańskiego, który objął swym zasięgiem większą część terytorium powiatu będzińskiego (vide mapa).
1934 – Utworzenie powiatu grodzkiego w Sosnowcu.
1945 – Powiat Będziński zostaje włączony do nowo utworzonego województwa śląsko-dąbrowskiego.
1948 – Utworzenie powiatu grodzkiego w Będzinie, miasto nadal pozostaje też stolicą powiatu ziemskiego.
1949 – Utworzenie powiatu grodzkiego w Dąbrowie.
1951 – Czeladź uzyskuje status powiatu grodzkiego.
1953 – Niwka zostaje włączona do Sosnowca, a Trzebyczka staje się częścią powiatu zawierciańskiego.
1973 – Włączenie Ożarowic do powiatu tarnogórskiego.
1975 – Wprowadzenie w Polsce reformy administracyjnej w wyniku której utworzono 49 województw, jednocześnie likwidując wszystkie powiaty. Namiastką powiatów stały się Urzędy Rejonowe, których zasięg działania zwykle pokrywał się z granicami dawnych powiatów.
1999 – kolejna reforma administracyjna – utworzono 17 województw, a Będzin na powrót stał się stolicą powiatu (w jego skład weszły również: Czeladź, Wojkowice, Siewierz, Psary, Mierzęcice i Bobrowniki). Nowo utworzone województwo dostało nazwę “śląskie”.
2002 – Do powiatu będzińskiego włączono Sławków.
2007 – 140-lecie POWIATU BĘDZIŃSKIEGO.

Poniżej mapy Zagłębia Dąbrowskiego pokazujące jak zmieniały się granice państw, regionów, powiatów i gmin na przestrzeni dziejów, a także jak wyglądają one w czasach dzisiejszych.

Historyczne:
Gminy, powiaty, województwa – rok 1937
II RP – rok 1930
Podział na województwa – rok 1923
Trójkąt Trzech Cesarzy – rok 1917
Królestwo Polskie – rok 1907
Królestwo Polskie – rok 1902
Linia graniczna Małopolski i Śląska – rok 1736
I RP – rok 1635, woj. krakowskie [w skład którego wchodził Będzin]
I RP – rok 1619, prowincje Rzeczpospolitej [zaznaczone Księstwo Siewierskie w skład którego wchodziła Czeladź]
Powiat Lelowski – rok 1500
Polska za Bolesława Chrobrego [Bytom podlegał wówczas Małopolsce]

Internetowe:
Czeladź
Sosnowiec
Powiat Olkuski

Współczesne:
Plan Dąbrowy Górniczej
Gmina Klucze
Powiat Częstochowski
____________
Więcej map historycznych w wysokiej rozdzielczości na stronie mapyregion.wordpress.com

Następna strona »